GóryŚwiętokrzyskie2014 017

Wyjazdy

Góry Świętokrzyskie

14 mar , 2014  

Góry Świętokrzyskie

Lokalizacja: Masyw górski położony w południowo-wschodniej Polsce, w centralnej części Wyżyny Kieleckiej.

 

Pierwszy wyjazd i pierwsze emocje w tym roku, które towarzyszą mi, przy okazji każdej podróży. Element ekscytacji, związany z przygotowaniami do wyjazdu, został wyparty przez spontaniczność. Co prawda propozycja, co do miejsca wyjazdu wypłynęła z inicjatywy jednego z uczestników już wcześniej, ale nikt nie czynił specjalnych przygotowań do niego, zważywszy na zmieniające się warunki atmosferyczne, co biorąc pod uwagę porę roku, nie powinno być dla nikogo elementem  zbytniego zaskoczenia. Już początek uświadomił nam, że nie po raz pierwszy zresztą, wykazaliśmy się lekką opieszałością, jeśli chodzi o dopięcie niektórych, kluczowych wydawałoby się spraw na ostatni guzik. Biorąc pod uwagę długość dnia, w którym przychodzi nam się obecnie cieszyć jego urokami, ukazywanymi dzięki wdziękom światła dziennego, postanowiliśmy termin zbiórki wyznaczyć na wczesne (jak dla nas ) godziny poranne. Mimo szczerych chęci, wyjazd z miasta opóźnił się, zważywszy na szybkość z jaką niektórym jego uczestnikom udało się dojść do ładu, po skutkach dnia poprzedniego.

Nadeszła jednak karkołomna chwila (może lekko podkoloryzowałem), w której mogliśmy z uśmiechem na twarzy, goszczącym na twarzach (nie wszystkich) wyruszyć w kierunku wyznaczonym, jako cel podróży. W tym momencie uświadomiłem sobie, że nie napisałem o kluczowej informacji, mówiącej o tym, jaki cel lokalizacyjny obraliśmy „przy okazji” wyjazdu. Za miejsce docelowe obraliśmy rejony Gór Świętokrzyskich z jednoczesnym postanowieniem zdobycia jednego, bądź dwóch „szczytów” tego pasma gór. Do pewnego momentu wszystko wracało na swój tor i „Szeroki” obiektywem swej kamery mógł uwieczniać Nasze wygłupy, towarzyszące w trakcie podróży. Pierwszą, nieoczekiwaną niespodzianką (w końcu to niespodzianka) było nieświadome zboczenie z kursu docelowego przez Naszego kierowcę, który w tym momencie, zważywszy na swoje upodobania, prawdopodobnie był myślami, przy suto zastawionym stole, jednej z pobliskich knajpek.  Dzięki temu zbiegu, następujących po sobie okoliczności dotarliśmy do miejsca docelowego z „lekkim” opóźnieniem, po drodze przejeżdżając przez „zaprzyjaźnione” miasto Kielce,  które dzięki swym drogowym inwestycjom, w „szybkim” tempie wyprowadziło nas, na właściwe tory wyprawy.

Swą pieszą wędrówkę rozpoczęliśmy od marszu na szczyt Łysicy, podczas którego nie obyło się także bez nieprzewidzianych zdarzeń. Wraz z „Głodomorem” postanowiliśmy wyjść przed szereg i ruszyć przed siebie na niebezpiecznie usytuowane, skalne wzniesienie, przed szczytem Łysicy. Skutkiem tego, poza osiągnięciem celu, w postaci dotarcia na wierzchołek góry  – „Głodomor” potknął się o jeden z wystających elementów, w wyniku czego poważnego uszczerbku na zdrowiu doznało jego kolano. Pomimo tego, według towarzyszy należał mu się szacunek, choć w moim przeświadczeniu nagana za dalszą wędrówkę z nie do końca sprawną nogą.  Doceniam jednak fakt, że „Głodomor” swą chęcią kontynuacji podróży nie wpłynął na zmiany, pojawiającego się wraz z upływem dnia jego harmonogramu, realizowanego przez nas.

Ruszyliśmy więc pełni chęci przeżycia kolejnych, ale już innego typu – wrażeń. Po dotarciu (nie bez kłopotów) do podnóża Góry Św. Krzyża zdecydowaliśmy się na przerwę obiadową,  w jednej z pobliskich „restauracji”, której tylko z grzeczności, którą czasem się wykazuję -nazwy nie wymienię. Lokalizacja powinna wszystko wyjaśnić. Mizerne potrawy nie współgrające z ceną i do tego łazienka bez zamka, który zapewniłby odrobinę prywatności, przy zwykłych czynnościach fizjologicznych – powodują, że moja ocena nie może być pozytywna, czego wyraz dałem, przy pożegnalnej rozmowie z Panią, obsługującą ten lokal. Nie wdając się w szczegóły mało istotnego elementu z perspektywy całościowej wyjazdu, ruszyliśmy w kierunku kolejnego celu naszej wędrówki. Przy okazji wstąpiliśmy na cmentarz jeńców radzieckich, którzy w czasie II wojny światowej stali się ofiarami okrutnej zbrodni hitlerowskiej. Tutaj warto wspomnieć o kolejnym uczestniku Naszej wyprawy – „Krytyku”, który na każdym kroku poddawał w wątpliwość sens odwiedzania tego typu miejsc, dając temu wyraz w postaci „leżakowania”, które sobie urządził w czasie, gdy my zwiedzaliśmy Sanktuarium Relikwii Św. Krzyża i spoglądaliśmy na widoki, zapierające dech w piersiach, a towarzyszące nam z perspektywy punktu widokowego. W drodze powrotnej zmęczonych podróżników dobrym nastrojem starała się zarażać „Cieszynka”, zaś kreatywnością, przy wymyślaniu różnego typu gier i zabaw – „Krytyk”. Nie muszę dodawać, że mimo tych zabiegów, byłem poza tym wszystkim, gdzieś  z dala ze swoimi myślami. Po powrocie przyszedł czas na refleksje i porównanie odbytej wyprawy z tą, która miałem okazję przebyć samemu w tamtym roku, w to samo miejsce. Bez wątpienia trudno doszukać się w nich analogii. Każdy z nich był innym przeżyciem, na tyle charakterystycznym, że trudno byłoby pokusić mi się o jednoznaczną ocenę, który z nich był lepszy „całościowo”. Argumenty dotyczące obydwu sposobów podróżowania nadmieniłem już przy okazji poprzedniego wpisu, do którego czytania gorąco zachęcam.

 

 

 

 

,


Dodaj komentarz

Facebook Like Box

Kalendarz

Czerwiec 2019
P W Ś C P S N
« lut    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
blog toplista